1 września 2014

Przez miasto o ludziach i pustce – „Sny i kamienie”



Można spędzić cały dzień zastanawiając się, jak opisać książkę bez akcji, bo taką na pozór wydaje się swoisty traktat Magdaleny Tulli.


Na pierwszy rzut oka jest to bardzo poetycki opis, i tylko opis, miasta; od narodzin do powolnego rozpadu. W to wplecione są pytania o jego naturę – miasto jest jak maszyna, w której wszystko da się wymienić  na nowe i naprawić, czy jak drzewo, które, jeśli raz wykiełkowało, w końcu umrze? Mamy tu też poszukiwanie prawdziwej utopii i możliwości przeniesienia jej z deski kreślarskiej na życie ludzi w mieście idealnym; a także wiele innych pytań - filozoficznych, a może i trochę magicznych refleksji o istocie kamienia, dalekich krajach, przemijaniu, przeszłości i przyszłości.
            Ale co odpowie czytelnik na sugestię, że „Sny i kamienie” jednak zawierają w sobie akcję? Czy zauważy ją pod przywodzącą na myśl prozę Italo Calvino warstwą słów, które nadają wszystkiemu zupełnie inny wygląd i znaczenie?     
            Moim zdaniem akcja książki to… dzieje ludzkości. Od wiary we własne siły, w Boga, w wielkich twórców Miasta, którzy każdy element pieczołowicie przemyśleli, od wielkich form; poprzez „dni na wiele lat naprzód policzone”, wieczny pośpiech, aż po wielkie pomieszanie, hałas, gaśnięcie gwiazd, smutek z nikąd, rozpacz z powodu przemijalności, uświadomienie sobie że „twórcy projektów milczą”. „Czy to możliwe, że nigdy naprawdę nie istnieli?” – takie pytanie pada w końcu z ust ludzi, którzy nie mają w końcu siły by cokolwiek naprawić ani by wierzyć, że porządek świata ma sens.
            Książka Magdaleny Tulli emanuje smutkiem i pustką. Ten, kto formułuje opisy w taki sposób – nie ważne, czy chodzi o miasto, czy świat, czy ludzkość – ma przed oczami bezcelowość, upadek spowodowany nagle nabytą świadomością, że za wyznawanymi dotąd wartościami nic nie stoi. Przypomina to trochę atmosferę Beckettowskiego „Czekając na Godota” – człowiek może próbować nadać swojemu życiu wartość, ale to tylko pozory; tak naprawdę egzystencja ludzka jest absurdalna i to świadomość tego faktu wzbudza ból w człowieku i nienawiść do świata, w jakim żyje.
            Miasto jest więc pretekstem do tego, żeby zastanowić się nad sobą i nad tym, co dookoła. Świat, który tworzy Tulli, nie jest światem obcym – można go zobaczyć za oknem, za bramą kamienicy albo w podręczniku historii. Żeby zobaczyć miasto ze „Snów i kamieni”, nie trzeba jechać do Warszawy, wystarczy przejść się chodnikiem po miejscach, które się zna najlepiej i spojrzeć na nie inaczej, od strony tego, ile wydarzeń sprawiło, że wyglądają tak, jak teraz i jak szybko znikną z powierzchni świata.

 Bo zanim czytelnik zdąży choćby obejrzeć się za siebie, taśma filmu zwija się cała i pojawia się napis: KONIEC.

3 komentarze:

  1. Czy postmodernizm to twórczy chaos? Gdzie jest miejsce dla postmodernizmu, skoro ponoć nasza kultura dzieli się na romantyczną i pozytywistyczną? Może to my, zagubieni, zmęczeni, jesteśmy ludźmi umierając miast? Czy nie lepiej, zamiast: wątpię, błądzę mówić, pisać: poszukuję, wierzę? I tworzyć miasta, a nie godzić się a ich agonię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiekowi potrzebna też jest wewnętrzna tragedia, smutek, rozpad i upadek - aby odczuć pełnię człowieczeństwa.

      Usuń
    2. Oczywiście. Ale zawsze warto, trzeba, stanąwszy na krawędzi ciemności, powracać mozolnie do światła. Dla siebie i innych ludzi.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...